Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chiny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chiny. Pokaż wszystkie posty
Cześć~ Dzisiejsza notka będzie krótką recenzją filmu, który widziałam już kilka miesięcy temu. Nie przeszkadza to jednak w jego ocenieniu, ponieważ nadal jest "świeży". Szukając pomysłu na wpis wpadłam właśnie na coś takiego. Do dzieła!



Tytuł: Wojna Imperiów
Tytuł angielski: Dragon Blade 
Tytuł oryginalny: Tian Jiang Xiong Shi
Premiera: 18 lutego (świat), 10 lipca (Polska)
Scenariusz i reżyseria: Daniel Lee 
Gatunek: Thriller, Akcja

Zanim podrzucę wam opis filmu opowiem, jak to się stało, że w ogóle zobaczyłam "Wojnę Imperiów". Generalnie zaczęło się od tego, że na którymś obserwowanym przeze mnie fanpage'u z Siwonem pokazał się zwiastun nowego filmu, w którym zagra. Z zafascynowaniem przyglądałam się trailerowi. Bardzo chciałam zobaczyć ten film, jednak nie liczyłam na to, że pojawi się on w polskich kinach, dlatego uznałam, że może któregoś razu trafię na niego w necie. Jak bardzo się myliłam! Podczas wakacji,idąc do sklepu minęłam plakat i o mało nie umarłam ze szczęścia. Natychmiast napisałam o tym Dooors, wypisując też godziny seansów. Były wtedy u nas nasze przyjaciółki, więc następnego dnia wybrałyśmy się wszystkie do kina. O godzinie 12 nie było praktycznie nikogo, cała sala tylko dla nas - wręcz idealnie. Dodatkowo jeszcze przed rozpoczęciem seansu dostałyśmy plakat (pozdrowienia dla miłego Pana z kasy biletowej, który dostrzegł naszą podjarę ^^). Chociaż film trwał cholernie długo (2h i 7min), uważam, że w żadnym wypadku nie był to stracony czas. 

A teraz co nieco o tytule~ W większości przypadków ludzie hejtują nadany przez nasz kraj tytuł,bo " jak można to tak przetłumaczyć?!", "przecież to w ogóle inny tytuł!" itd itd. Tym razem trzeba uchylić głowę, bo angielskie tłumaczenie to gówno, które w żaden sposób nie odnosi się do fabuły. Polski tytuł idealnie oddał całość i sądzę, że jest najlepszy <ok> 

Opis filmu:
 Huo An (Jackie Chan) dowodzi oddziałem specjalnym strzegącym Jedwabnego Szlaku – strategicznej drogi handlowej łączącej Chiny z Europą. Jego zadaniem jest utrzymywanie pokoju między trzydziestoma sześcioma narodami, które konkurują o kontrolę nad szlakiem. Pewnego dnia Huo An wraz ze swoimi najbardziej zaufanymi ludźmi zostaje niesłusznie oskarżony o przemyt złota i trafia do miasta-więzienia. Doświadczenie militarne Huo Ana i jego żołnierzy okazuje się przydatne, gdy pod bramami staje zdziesiątkowany rzymski legion pod dowództwem zbuntowanego Lucjusza (John Cusack). Jednak nie oni stanowią realne niebezpieczeństwo. Prawdziwe zagrożenie to wielotysięczne zastępy bezwzględnego generała Tyberiusza (Adrien Brody), podążającego tropem Lucjusza. Epicka bitwa, która rozegra się między garstką doraźnie sprzymierzonych przedstawicieli 36 narodów i legionistów a potężną rzymską armią, przejdzie do legendy

(żródło: filmweb.pl)


Przejdę teraz do moich osobistych odczuć na temat tej produkcji. Mam nadzieję, że uda mi się nie zrobić spoilerów, bo to byłoby najgorsze;;;;

Fabuła

Cała historia przedstawiona w filmie jest ciekawą wizją, ukazaną w przystępny sposób. Nie trzeba znać się na datach, wydarzeniach czy postaciach, żeby zrozumieć jego sens. Oczywiście wzbudzi on większe zainteresowanie tych, którzy lubią legendy, podania, mity i tego typu rzeczy. Całość poprowadzona jest bardzo konsekwentnie. Najpierw filmowi poszukiwacze przedstawią nam, o co mniej więcej chodzi, a potem będziemy mogli rozkoszować się zupełnie innym światem. Fabuła buduje napięcie, krok po kroku wprowadza nas w obserwowany świat. Muszę jednak powiedzieć, że pomimo dwóch godzin (co niby powinno wystarczyć) czasami działo się, aż za dużo. Jest sporo momentów, które zapierają dech w piersiach albo sprawiają, że chce nam się płakać,śmiać , no i dodatkowo wyzywać od najgorszych niektórych bohaterów (XD).Film tak jak otworzyła, tak zamknie para naukowców z czasów współczesnych. Historia chociaż wymyślona, moim zdaniem ma naprawdę dobre, nawet nieco pouczające przesłanie, o tym, że warto działać w grupie, a wspólnymi siłami można wiele osiągnąć, nawet jeżeli dzielą nas bariery np. językowe. Przyjaźń, wierność, oddanie i wiara w swoje możliwości, aż do utraty sił - te słowa także dobrze zobrazują film. 

Scenografia

Trzeba zacząć od tego, że "Wojna Imperiów" została zrealizowana z ogromnym rozmachem i nakładem pieniężnym. Jest najdroższym filmem w historii chińskiego kina, a wydano na niego (w przeliczeniu) 65 000 000 dolarów - i był warty każdego z nich. Czy jest to pustynia, budowle na odludziu, pojazdy, domki, wioski, uliczki, nie ważne, bo każdy z najmniejszych elementów jest starannie dopracowany. Nawet część rzeczy wygenerowanych komputerowo robi spore wrażenie. Bardzo podobała mi się początkowa scena, w której można zobaczyć całkowicie zaśnieżone góry, coś pięknego. Więcej powie wam sam film ;) 



Kostiumy

Tutaj również należy się aplauz! Stroje prezentują się nienagannie, wyglądają zachwycająco, dopasowane są dokładnie do każdej postaci i nie mamy problemu z ich odróżnieniem. Rzymskie zbroje wyglądają naprawdę zabójczo, odzienia strażników szlaku, też są uszyte tak, jak powinny. Lepiej już raczej nie można było tego zrobić, naprawdę. Wiem, że przez cały czas wychwalam ten film, ale naprawdę zrobił na mnie ogromne wrażenie i do tej pory nie mogę wyjść z podziwu. 


Muzyka

Jest to jednej z najistotniejszych elementów filmu, bez niej zupełnie nie ma klimatu, nie ma napięcia, nie ma po prostu niczego! Ta, którą stworzył Henry Lai, tak jak wszystkie powyższe elementy była przygotowana na najwyższym poziomie. Żeby nie było nudno, w "Wojnie Imperiów" nawet śpiewano piosenki! Jedną z nich wykonał Huo An, a po nim reszta zgromadzonych żołnierzy. Świetna scena ;)

Zdjęcia

Pod tym względem również nie mam zastrzeżeń. Ujęcia były zrobione ciekawie, ładne panoramy, dobrze poprowadzone sceny walk czy marszu wielkich armii. Nie pamiętam czy wykorzystano jakieś slow-motions, ale zbliżenia na bohaterów wyszły ciekawie. 




Bohaterowie

Jak wiadomo w filmie zawsze znajdą się "ci dobrzy" i "ci źli". Tak było również i tutaj, ale pojawiła się też postać, która zafundowała widzowi trzy etapy jej postrzegania - zabieg jest bardzo ciekawy, a efekt zadowala, choć mogło się to skończyć nieco inaczej (nie zrobię spoilera, o nie!). Bohaterowie szybko dają się polubić, zdobywają nasze uznanie, sympatię oraz zaufanie. Relacje między nimi są przedstawione bardzo naturalnie, wszystko toczy się swoim tempem. 

Najważniejsze postaci, to: 

-Huo An czyli Jackie Chan -> dowódca oddziału, który broni Jedwabnego Szlaku


-Lucius czyli John Cusack -> przywódca rzymskich legionów


-Tiberius czyli Adrien Brody > skurczysyn, którego nikt nie lubi. A tak na poważnie, czarny charakter filmu


oraz drugoplanowe, ale również ciekawe:

-Niebieski Księżyc czyli Peng Lin -> waleczna córka jednego z przywódców plemion


-Yin Po czyli Choi Siwon z Super Junior -> to właśnie on jest tą, "trój etapową postacią", ale o tym późnej. 



+ Oglądając sam początek filmu, wśród obsady zauważyłam Vannessa Wu - m.in piosenkarza, który któregoś razu współpracował z Kangtą (były członek H.O.T, obecnie artysta solowy SM). Co prawda zagrał naprawdę malutką rólkę, ale samo zobaczenie go bardzo mnie ucieszyło :D 


Uważam, że aktorzy dobrze odegrali swoje role, wczuli się w nie i wszystko fajnie wyszło~

Ocena własna

Film zdecydowanie polecam osobom, które uwielbiają i rozumieją, co chce nam dać azjatyckie kino. Czytałam trochę recenzji, jedni są "na tak", inni totalnie "na nie". Gusta są różne jak wiadomo, nie ma co o tym dyskutować. Moim zdaniem film był po prostu świetny, trzymał mnie w napięciu, wywołał u mnie sporo emocji i nawet...nie pozwolił mi wyjść do toalety. Wciągnął mnie zupełnie. Jeżeli ktoś lubi grę aktorską Siwona, to też warto zobaczyć go w takiej odsłonie. Jak dla mnie "Wojna Imperiów" to udana produkcja warta każdego dolara ^^ 

Jedyne co mnie zawiodło, to właśnie rola Siwona. Postaci na plakacie zazwyczaj mają spore role, są ważne i właśnie dlatego wyeksponowane. Nie chcę was zniechęcać, ale Pan Choi, pojawi się na ekranie 3-4 razy. Myślę, że w film wkręcił go Jackie Chan, z którym się przyjaźni i dlatego też nasz kpop'owy piosenkach pokazał się na plakacie. Tak czy siak, grał dobrze, zrobił co miał zrobić, a przede wszystkim - zachęcił mnie do pójścia na film (jak pewnie tysiące azjatyckich fanek xD). Wracając jeszcze do tego co mówiłam o potrójności:
1.Najpierw jarasz się samym faktem jego pojawienia się, typu: asdfghjkl zobaczę Siwona w kinie
2. Rzucasz ostrego hejta 
3, Płaczesz 

Podsumowując, polecam gorąco obejrzenie "Wojny Imperiów", gdy tylko znajdziecie dłuższą chwilę wolnego czasu~ 

~*~
UWAGA!
Przypominamy, że do ŚRODY możecie wysyłać swoje zgłoszenia do giveaway. Nagrody na Was czekają ;) 


See you soon!
Bandur ;3 

źródło zdjęć: filmweb.pl + google.

Recenzja - "Wojna Imperiów"

admin
,
Hej Mordeczki~ Zwykle opisuję dla was przysmaki z Kraju Kwitnącej Wiśni, ale dzisiaj przygotowałam notkę o potrawie z innego kraju. Będzie to o tyle ciekawe, że mogłam się przekonać jak smakuje naprawdę, więc teorię połączymy z praktyką~ Zapraszam na wpis o przeuroczych bułeczkach ^^



Baozi - są to chińskie kluski gotowane na parze, które mają w sobie ciekawe pod względem smakowym nadzienia. Bardzo rzadko podaje się je bez czegokolwiek w środku. Wywodzą się z północnej części Chin gdzie "baozi" oznacza po prostu bułeczkę. 

Przygotowuje się je z mąki pszennej, odrobiny tłuszczu, cukru, octu ryżowego oraz drożdży. Farsz jest bardzo różnorodny: od typowo mięsnego przez warzywny czy mieszany. Baozi podawane są na gorąco w uroczych bambusowych koszyczkach. Jako dodatek smakowy przeważnie dostaje się do nich sos sojowy oraz pastę chilli. 

Można wyróżnić dwa rodzaje bułeczek, które różnią się od siebie wielkością: 

1) dabao - które mają mniej więcej 10cm średnicy, a podawane są na wynos pojedynczo 
2) xiaobao - są dużo mniejsze, bo osiągają ok. 3cm średnicy i tak jak wspominałam są podawane w koszyczku po 8-10 sztuk. Dostaniemy je w restauracjach~ 


        

        

Według znanej w Chinach legendy bułeczki baozi wymyślił strateg wojskowy Zhunge Liang w Epoce Trzech Królestw. Przygotował wtedy kluski w formie ludzkiej głowy (nie widzę podobieństwa xd) i oddał je w ofierze bogom aby pomogli zwalczyć plagę, która nawiedziła oddziały. Ciekawostki zawsze warto znać ;) 

~*~

Skoro już wiemy skąd wziął się obiekt naszych dzisiejszych zainteresowań, przejdę do recenzji. Już raz "testowałyśmy" azjatyckie jedzenie, a konkretniej - tteokbokki na konwencie (Notka tutaj: KLIK)
Pomijając fakt, że BaDooor uwielbia jeść, to często też wymyśla czego chciałoby spróbować. Okazja nadarzyła się dosyć niespodziewanie. W pierwszy weekend września, a dokładniej w sobotę wybrałyśmy się do Wrocławia na Festiwal Food Track'ów. Znalazłam to ciekawe wydarzenie zupełnie przypadkiem, a skoro można tam skosztować różnych potraw od razu ochoczo zareagowałyśmy. Nie będę może opowiadać o całym dniu i ilości spróbowanego przez nas jedzenia, bo nie na to teraz pora. W każdym bądź razie zaczęłyśmy chodzić po placu przed Halą Stulecia sprawdzając co oferują sprzedawcy. Niepohamowana radość ogarnęła nas gdy zobaczyłyśmy stoisko z baozi! Mnóstwo ludzi chciało spróbować tego przysmaku, więc trzeba było odstać swoje w kolejce, co naprawdę się opłaciło. 

 cr. Cho Dooors. Korean Dreams Team

Stoisko nie było duże i tak jak widać na zdjęciu wszystkie bułeczki przygotowywane były w ogromnych, bambusowych koszach, które co jakiś czas zmieniały swoje miejsce i już wcześniej udało nam się podejrzeć jak wyglądają. Skusiłyśmy się na zestaw 3 klusek bo to idealnie wystarczyło na spróbowanie. Nie pamiętam dokładnie z czym były poszczególne baozi, więc mogę to tylko określić ogólnie. Jedna z nich miała nadzienie z wieprzowiny, jadalnego kasztana, pora i składnika, o którym nie pamiętam. Druga to była wersja japońska nikumany z wieprzowiną, grzybami shimhake i przyprawą pięciu smaków, a ostatnia była idyjska z dahlem i masalą. Samo ciasto bułeczki może nie różni się szczególnie od tych klusek, które możecie kupić zapakowane w sklepie spożywczym, jednak tu całą istotą jest właśnie nadzienie~ Najbardziej smakowała nam opcja nr. 3, a najmniej druga, której właściwie nie planowałyśmy, ale pan się pomylił :c Nie była najgorsza, ale umieściłabym ją na 3 pozycji. W każdym razie bułeczki zamoczone w sosie ze słodkiego chilli smakowały wspaniale! Chętnie zjadłabym je jeszcze raz, a myślę, że nie będzie to trudne. Restauracja, w której serwuje się baozi jest właśnie we Wrocławiu~ Podrzucam wam link do ich facebooka -> KLIK


omnomnomn


Wybaczcie brak lepszych zdjęć, ale byłyśmy zbyt zajęte konsumowaniem, żeby cykać fotki ;)

Na koniec gratis: BaDooor na wyciecze~ 


~*~
Notka co prawda była króciutka, ale mam nadzieję, że fajna. 
Czy jest coś azjatyckiego, czego aktualnie chcecie spróbować?
A może wy też już jedliście baozi?
Czekam na Wasze komentarze! 


See you soon!
Bandur ;3

Azjatyckie smaki: Baozi

admin
,
Hello~ Jak się macie? Dzisiaj mam dla was materiał o naprawdę uroczym dniu. Może troszkę się spóźniam bo przez strefę czasowa on już dawno się skończył, ale nigdy nie zaszkodzi napisać. Zobaczmy zatem jak wygląda azjatycka wersja walentynek ^^


~*~
Aby dobrze zrozumieć czym jest to święto powinniśmy się cofnąć o równy miesiąc. Wtedy gro osób obchodzi wszystkim nam dobrze znane Walentynki. Zakochani kupują sobie prezenty, które można znaleźć w każdym sklepie, idą do kina na "50 Twarzy Grey'a" albo urządzają sobie romantyczne wieczory. Co wtedy robi nasza skośnooka brać? 

W Japonii tego dnia tylko panie wykazują się inicjatywą wręczając mężczyznom czekoladki. Jako, że już z założenia tamtejsze kobiety są dość nieśmiałe w okazywaniu uczuć, to co wyrazi je lepiej od odpowiedniego rodzaju czekolady? Pomysłowy kraj znajdzie sposób na wszystko :) Obdarowani zostaną nie tylko ci panowie, do których żywi się głębsze uczucie ale również koledzy z pracy, szefowie itd. Wiadomo, Japończycy to bardzo honorowi ludzie dlatego nikogo nie można pominąć. Stąd wyróżniamy dwa rodzaje czekoladek: 

* giri choco - czyli takie dzięki, którym pokażemy np. sympatię 
* honmei choco - dostaną je obiekty naszej miłości lub zauroczenia 


Okej, już co nie co wiemy, ale to nadal za mało. Skąd właściwie wziął się "Biały Dzień"? Na pomysł takiego święta wpadli wyżej wspomnieni Japończycy. Uznali, że skoro kobiety tak się trudzą, żeby dać im coś słodkiego to należało by podarować im coś w zamian. Pierwszy raz obchodzono je w roku 1978 i nosiło nazwę Marshmallow Day. Dlaczego tak? Pomysłodawcami była firma produkująca słodkie, białe pianki, które miały jako pierwsze stanowić prezenty dla pań. 


Z tego co udało mi się wyczytać White Day jest tak samo popularny i chętnie obchodzony jak Walentynki ^^ Miło, prawda? Zobaczmy co muszą zrobić panowie~ 


Japonia

W tym kraju panowie będą musieli się zastanowić jakie dostali słodkości i na tej podstawie opracować swoje prezenty. Mogą wybierać spośród trzech opcji: 

* Białe czekoladki przekażą wiadomość "Zostańmy przyjaciółmi" 
* Czekoladowe cukierki - "Lubię Cię"
* Czekoladowe ciastka - "Kocham Cię" 

Żeby było jasne, słodkości to nie wszystko. Wręcza się także kwiaty, pluszowe misie, świeczki, biżuterię czy ubrania. Każdy z podarunków powinien być zapakowany w coś białego - torebkę na prezent, papier ozdobny, pudełko itd. 

Korea

Tutaj dzień wygląda dość podobnie i działa na tej samej zasadzie -> Dziewczyna dala ci czekoladki? Czas się zrewanżować! Prezenty także są podobne, jednak Koreańczycy bardzo chętnie wręczają wtedy lizaki~ 

Uroczy Changjo~

Wydaje mi się, że mieszkańcom Kraju Wschodzącego Słońca naprawdę spodobało się obchodzenie świąt związanych z miłością. Jak zaczną w styczniu tak skończą dopiero w lipcu! 

  • 14 stycznia - Dzień Świec
  • 14 lutego - Walentynki
  • 14 marca - White Day
  • 14 kwietnia - Black Day [Notka o Czarnym Dniu]
  • 14 maja - Dzień Róży
  • 14 lipca - Dzień Pocałunku 
Nie zapomniałam o czerwcu, po prostu wtedy nie ma takiego święta <ok> 

Chiny 

Lud znad Żółtej Rzeki robi za to na odwrót - w Walentynki to panowie dają prezenty, a miesiąc później panie obdarowują ich. Poza tym stworzyli dodatkowe święto Qixi Festival przypadające na 07.07. W wielkim skrócie ma ono związek z pewna legendą o pewnej bogini i jej miłości~


A tak z innej beczki, dzień 14 marca na pewno głęboko zapadnie w pamięć wszystkim Shawolom. Chłopcy mieli dzisiaj swój pierwszy z dwóch zaplanowanych koncertów w Tokyo Dome! Dla każdego artysty jest to niesamowite wydarzenie, bo nie można ot tak zaplanować tam sobie koncertu. Trzeba zostać tam zaproszonym~ Lśniący bardzo ciężko pracowali nie tylko w Korei ale również Japonii, która wynagrodziła ich trud tak piękną niespodzianką. Jako Shawol jestem z nich niesamowicie dumna *^* 

To nie Tokyo Dome, ale na Tumblr spokojnie już coś znajdziecie ^^

~*~

Podobało wam się? 
Moim zdaniem te święta są naprawdę urocze i stanowią lepszą wersję "normalnych" Walentynek.
Zostawiajcie komentarze i nie zapomnijcie głosować w ankiecie ^^ 

Na dzisiaj to tyle.
Do przeczytania,

Bandur ;3  

White Day

admin
,
Hej tutaj Dooors w wyjątkowo krótkiej, ale mam nadzieję, że interesującej notce. W takim razie zaczynajmy.


Oczarowana klimatem andrzejkowych wróżb postanowiłam stworzyć post odnośnie jednej z nich. Mianowicie chcę wam przybliżyć co nieco (czyli tyle ile udało mi się znaleźć) historie chińskich ciasteczek z wróżbą. Jest to jeden z najbardziej popularnych sposobów "wróżenia" w andrzejkowy wieczór. 


Wszyscy uwielbiają te kruche ciasteczka i myślę, że chociaż raz każdy miał okazje ich spróbować jak i odkryć swoją przepowiednie. Ja okazje otrzymałam na konwencie, gdzie razem z Bandurem kupiłyśmy po jednym ciasteczku z wróżbą po złotówce, tak o dla zabawy. Jednakże swoją przepowiednie zachowałam do teraz ^^ 


Jaka jest historia chińskich ciasteczek? 

Legenda głosi, że w XIV wieku, kiedy Mongołowie rządzili w Chinach, rewolucjonista imieniem Chu Yuan Chang planował powstanie przeciw najeźdźcom. Używał specjalnych ciasteczek z zawartymi wewnątrz wiadomościami, aby potajemnie przekazywać Chińczykom informacje o dacie powstania. Do dziś podczas Święta Księżyca upamiętnia się tamte wydarzenia rozdając sobie nawzajem ciasteczka z ukrytymi w środku karteczkami, które zawierają mądre przesłania do własnego zinterpretowania. Niestety nie wiadomo ile w tej legendzie jest prawdy. Jednakże tradycja przetrwała i została zmodyfikowana. Dzięki temu dalej możemy uczestniczyć w tej starej jaki i ciekawej wróżbie.  




Dostaniemy chińskie ciasteczko z wróżbą, i co dalej? 

W takim ciasteczku po jego przełamaniu znajdziemy mała karteczkę, na której zapisana będzie "mądrość życiowa", z której powinniśmy wyciągnąć wnioski. Resztę ciastka oczywiście powinniśmy spałaszować ;D
Jednak co zrobić z karteczką? Oczywiście przeczytać! Wróżby zwykle są napisane symbolicznie, rzadkością jest spotkać wróżbę napisaną wprost. Najlepiej jest zastanowić co dana wróżba za sobą niesie i w jaki sposób może to mieć związek z nami. Może akurat dowiemy się czegoś ciekawego, albo otworzy nam oczy na dawno dręczący nas temat. Wróżby należny interpretować na własny sposób. W końcu jest "nam pisana" (no bo skoro wylosowaliśmy akurat tą ;D). Ważne jest też by nie przejmować się tym co jest tam napisane, w końcu to tylko zabawa mająca nam umilić czas. 


Także to tyle w tym temacie. Niestety nie jestem w stanie wam powiedzieć jak upiec takie ciasteczka, bo sama nigdy tego nie robiłam, ale w internecie znajduje się pełno przepisów jak je wykonać. Warto poszukać ;D Także cytaty do nich można łatwo odnaleźć, ale czemu też nie wymyślić własnych wróżb? Mogą być również fajne jak oryginalne, co bardziej mogą być zabawne bo związane z własnymi zainteresowaniami ;D Warto pokombinować ^.^ 


Mam nadzieję, że post okaże się dla was interesując. Ot co taka ciekawostka ^^ Zawsze można w towarzystwie można się pochwalić, że wie się jak powstały te sławne chińskie ciasteczka. 
A teraz pytania do was: Próbowaliście kiedyś tych ciasteczek? A może sami je piekliście? Jeżeli zachowaliście swoje wróżby podzielcie się nimi ^^ Moja brzmiała następująco:

Chcąc osiągnąć zupełny sukces, uspokój umysł by otworzyć się na wpływy sił prowadzących do szczęścia. One są w Tobie. 
Hehe ja wiem czego to może sie dotyczyć, ale nie zdradzę swojej teorii bo jeszcze nic z tego nie wyjdzie ;) 
Trzymajcie się ;) Dooors


PS. Termin na zgłoszenia do Korean X-max już minął otrzymałyśmy 6 zgłoszeń i bardzo się cieszymy ^^ Kartki są w trakcie przygotowań ;D 



żródło: http://www.numerologiachinska.pl/, http://www.przyjaznyhoroskop.pl/

Chińskie ciasteczka ~

admin
,